MISZMASZ TWOJA GAZETA

PORTAL DLA DŁUŻNIKÓW, WIERZYCIELI, KOMORNIKÓW, SĘDZIÓW I PRAWNIKÓW
Dziś jest:  niedziela 21 października 2018r.

PRZEGLĄD PRASY

  • Miszmasz - Czarny Piar
  • Miszmasz - Czarny Piar
  • Miszmasz - Czarny Piar
  • Miszmasz - Czarny Piar
  • Miszmasz - Czarny Piar

bujak rynki fotoSzybki wzrost gospodarczy bez przesadnej inflacji sprawia, że Rada Polityki Pieniężnej nie ma powodu do podnoszenia stóp procentowych. Oznacza to, że w perspektywie kilku kwartałów kredyty nie powinny podrożeć. Zdaniem głównego ekonomisty największego polskiego banku dobra kondycja gospodarki uchroni też złotego przed osłabianiem się

 

To, co wyróżnia obecny boom gospodarczy w Polsce od poprzednich, to brak nierównowag – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego. – Inflacja jest poniżej celu, rynek nieruchomości mieszkaniowych jest względnie stabilny, ceny nie rosną nadmiernie względem tego, co obserwujemy w innych krajach naszego regionu czy w Europie Zachodniej, deficyt handlowy jest zerowy, w ostatnich latach uległ redukcji do zera, nie ma innego rodzaju nierównowag. W związku z tym najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla stóp procentowych NBP na co najmniej kilka najbliższych kwartałów, co najmniej do końca 2019 roku, jest brak zmian.

 

Wzrost produktu krajowego brutto w ciągu ostatnich czterech kwartałów oscyluje wokół 5 proc. rok do roku. Inflacja, która pod koniec 2016 roku powróciła na rynek po 2,5 roku, tylko raz, w listopadzie ubiegłego roku dotknęła celu inflacyjnego NBP, by znowu spowolnić. Przez ostatnie trzy miesiące (czerwiec – sierpień) wzrost cen zatrzymał się na poziomie 2 proc. w ujęciu rocznym. Dlatego RPP nie ma powodu, by podnosić stopy procentowe, co pociągnęłoby za sobą (a często wyprzedziło, bo do wyższych oprocentowań wystarczy samo oczekiwanie na podniesienie stóp) wyższy koszt kredytów. Z kolei słaby wzrost gospodarczy mógłby skłonić ekonomistów do obniżenia poziomu stóp, by pobudzić inwestycje firm. Oba działania są jednak zbędne, dlatego stopy procentowe pozostają na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie od marca 2015 roku po tym, jak przez niemal trzy lata były obniżane.

 

– Biorąc pod uwagę historyczne notowania kursu złotego, a także różne szacunki tzw. kursu równowagi złotego, jest on obecnie nieco niedowartościowany względem swojej normalnej, fundamentalnej wartości – ocenia Piotr Bujak. – Inwestorzy zagraniczni dobrze oceniają stabilność polskiej gospodarki. Nie jest ona typowana jako jeden z kandydatów do przeżywania poważnych turbulencji, tak jak w Turcji czy Argentynie. To wszystko powinno powodować, że nawet w okresach zwiększonej awersji do ryzyka na globalnych rynkach finansowych złoty powinien sobie radzić relatywnie dobrze, a jego kurs do euro nie powinien wzrosnąć bardziej niż do 4,40 zł w II połowie tego roku. Nie można wykluczyć, że wtedy, kiedy na rynkach będą panowały lepsze nastroje inwestycyjne, złoty będzie się umacniać i zobaczymy znowu kurs bliżej poziomu 4,20 zł za euro.

 

Od początku 2018 roku polska waluta osłabiła się o kilkanaście groszy (2,6 proc.) do euro, które jest obecnie warte około 4,30 zł, ale i tak jest to poziom niższy niż przez większość 2016 roku. Wszystko dlatego, że w 2017 roku odnotowała solidny spadek o trzydzieści kilka groszy. Nieco gorzej radzi sobie wobec dolara, gdzie spadek przekroczył ponad 5 proc., ale od maja pozostaje stabilny. Najmniej powodów do zadowolenia mają posiadacze kredytów we frankach: szwajcarska waluta umocniła się do złotego o ponad 6 proc.

 

Także akcje dużej części polskich spółek wyceniane są nisko: indeks WIG 20 grupujący największe z nich stracił od początku roku 8,3 proc., a szeroki rynek – 9 proc. Najmocniej straciły indeksy spółek średnich (mWIG40), bo niemal 17,5 proc. i małych (20,8 proc.).

 

Polskie akcje na tle międzynarodowym w tej chwili wydają się relatywnie tanie, ale trzeba pamiętać o specyficznych, strukturalnych czynnikach, które nadal mogą negatywnie wpływać na polski rynek akcji – zastrzega główny ekonomista PKO BP. – To jest duża waga w niektórych indeksach spółek ze specyficznych sektorów, które niekoniecznie będą sobie radzić najlepiej w przyszłości. Kolejny element to wciąż negatywne nastawienie globalnych inwestorów do gospodarek wschodzących, do których Polska zazwyczaj jeszcze jest zaliczana. Dlatego do końca tego roku polski rynek akcji raczej nie będzie się zachowywać bardzo dobrze. Myślę, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to względnie stabilne notowania.

 

Najmocniej ucierpiały spółki chemiczne, budowlane i energetyczne, których indeksy sektorowe od początku roku spadły o 30 i więcej procent. Natomiast branżami, które odnotowały – niewielki co prawda – wzrost są farmacja i branża paliwowa. GPW najmocniej odczuwa jednak spadek obrotów akcjami. W I półroczu br. na rynku głównym były one niższe o 25,5 proc. w porównaniu z takim samym okresem 2017 roku, w lipcu zmniejszyły się o 28,9 proc., w sierpniu zaś o 7,2 proc.

 

Biorąc pod uwagę skutki zmian dokonanych w systemie emerytalnym kilka lat temu i fakt, że ograniczono rolę bardzo ważnej grupy inwestorów, jaką były OFE, można mówić o pewnym marazmie na polskim rynku kapitałowym – komentuje Piotr Bujak. – W tym kontekście szansą na ożywienie polskiego rynku kapitałowego jest planowane wprowadzenie PPK w 2019 roku. To powinno zapewnić dopływ dużej ilości świeżego kapitału na polski rynek akcji, także obligacji i zapewnić, że wyceny wielu polskich przedsiębiorstw, szczególnie tych, które dobrze sobie radzą, będą rosły zgodnie z wynikami całej gospodarki i polski rynek akcji będzie sobie radził lepiej na tle innych rynków akcyjnych na świecie.

 

 

 

Źródło: Newseria

 

 

miszmasz-menu-module

NA SKRÓTY