MISZMASZ TWOJA GAZETA

PORTAL DLA DŁUŻNIKÓW, WIERZYCIELI, KOMORNIKÓW, SĘDZIÓW I PRAWNIKÓW
Dziś jest:  wtorek 20 sierpnia 2019r.

PRZEGLĄD PRASY

  • Miszmasz - Czarny Piar
  • Miszmasz - Czarny Piar
  • Miszmasz - Czarny Piar
  • Miszmasz - Czarny Piar
  • Miszmasz - Czarny Piar

Europarlament większością 348 do 247 przegłosował zagrażający wolności słowa projekt dyrektywy o prawie autorskim, którego artykuł 13 zmusi platformy internetowe do filtrowanie Internetu. Europosłowie nie uwzględnili apeli wielu naukowców, organizacji społecznych i 5 mln użytkowników, którzy w internetowej petycji sprzeciwili się artykułowi 13

 

O co chodzi?

Dyrektywa o prawie autorskim miała za zadanie dostosować prawo autorskie do wyzwań związanych z dzieleniem się treściami w Internecie, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Na platformach internetowych takich jak Facebook i YouTube użytkownicy często publikują utwory – tak te należące do innych, jak i swoje własne. Czasem jest to legalne, np. w ramach cytatu czy recenzji, często jednak do opublikowania utworu wymagana jest zgoda twórcy. Wielu twórców uważa się z tego powodu za poszkodowanych – ich zdaniem platformy, wyświetlając reklamy, czerpią korzyści finansowe z naruszeń ich praw. Dlatego Unia Europejska postanowiła przyjąć dyrektywę, która miała za zadanie wzmocnić twórców i sprawić, że platformy internetowe podzielą się z nimi swoimi zyskami.

 

Nie ulega wątpliwości, że twórcy powinni być godziwie wynagradzani za swoją pracę. Jednak przegłosowana propozycja naszym zdaniem nie rozwiąże tego problemu. Wręcz przeciwnie – kontrowersyjny artykuł 13 (po zmianie numeracji: 17) – narusza prawa podstawowe użytkowników i może przynieść więcej szkody niż pożytku.

 

Jak do tej pory wyglądała ochrona praw autorskich w Internecie?

Do tej pory różnego rodzaju serwisy przechowujące treści zamieszczane przez użytkowników (portale społecznościowe, serwisy hostingowe, np. Dropbox, czy internetowe encyklopedie takie jak Wikipedia) nie były bezpośrednio opowiedzialne za te treści.

Dlaczego? To funkcjonujące od niemal 20 lat wyłączenie odpowiedzialności wzięło się z przekonania, że w sytuacji, gdy w każdej sekundzie użytkownicy wrzucają do sieci tysiące postów, plików czy filmików, bieżące monitorowanie i usuwanie treści naruszających prawo mogłoby całkowicie sparaliżować działanie tych serwisów, a w dodatku negatywnie wpłynąć na wolność słowa w Internecie. Dotychczasowe reguły starały się wyważyć z jednej strony interesy twórców, z drugiej – użytkowników i serwisów.

 

Oczywiście nie oznacza to, że bezprawne posty pozostawały w Internecie na zawsze. Serwis stawał się bezpośrednio odpowiedzialny za naruszenie, jeśli się o nim dowiedział. Mogło to nastąpić na różne sposoby: w drodze monitoringu treści z jego własnej inicjatywy lub dzięki zgłoszeniu, które mógł wysłać każdy, w tym sami twórcy lub reprezentujące je organizacje, a także instytucje państwowe. W efekcie serwis musiał podjąć decyzję, czy usuwa treść, czy nie. Jeśli jej nie usunął, ponosił za nią bezpośrednią odpowiedzialność, tzn. mógł być zmuszony przez sąd do usunięcia treści i zapłaty odszkodowania na rzecz twórcy.

 

Co się zmieni?

Od teraz platformy mają być bezpośrednio odpowiedzialne wobec twórców za wszystkie naruszające prawo autorskie treści zamieszczane przez użytkowników, nawet jeśli nie mają świadomości konkretnego naruszenia. To zmienia podstawowe zasady gry w Internecie i powoduje ogromne ryzyko dla wolności słowa.

Jakie serwisy będą podlegać temu przepisowi? Takie, które udostępniają duże liczby utworów i zarabiają na ich promowaniu. Nowe regulacje najpewniej obejmą Facebooka i YouTube’a, a także serwisy, na których użytkownicy dzielą się filmami, muzyką i innymi utworami.

 

Jakie obowiązki art. 13 nakłada na platformy? Będą one musiały nabyć odpowiednie licencje od twórców oraz usuwać utwory, które zostały zgłoszone przez posiadaczy praw jako nielegalne. Dodatkowo platformy, które mają więcej niż 5 mln użytkowników miesięczne, będą musiały zadbać o to, by usunięte utwory nie zostały zamieszczone ponownie. Natomiast platformy, które działają dłużej niż 3 lata lub mają ponad 10 mln euro rocznych przychodów, będą musiały nie tylko reagować na zgłoszenia ze strony posiadaczy praw, ale także z własnej inicjatywy usuwać niezgodne z prawem utwory.

 

W czym problem?

Obowiązek usuwania treści, niezależnie od tego, czy te utwory zostaną platformom zgłoszone, czy nie, sprawia, że to platformy będą decydowały o granicach wolności słowa w Internecie. Obowiązek usuwania utworów z własnej inicjatywy oraz konieczność zapobiegania ponownemu zamieszczeniu już usuniętego utworu mogą być w praktyce zrealizowane wyłącznie poprzez automatyczne skanowanie i filtrowanie wszystkich treści. Brzmi znajomo? Stosowanie filtrów przewidywała umowa ACTA, która została masowo oprotestowana i ostatecznie nie weszła w życie. To dlatego dyrektywa zyskała niechlubny pseudonim: ACTA 2.

Obawiamy się, że powierzenie platformom zadań prywatnego cenzora spowoduje ograniczenie praw i wolności użytkowników, a zwłaszcza wolności słowa i dostępu do informacji w sieci. Zaporowe koszty wdrażania technicznych rozwiązań monitorowania treści lub zatrudniania „czyścicieli Internetu” spowodują umocnienie się duopolu informacyjnego Facebooka i Google’a, którzy będą arbitralnie kształtować zasady dostępu do dóbr kultury czy wiadomości politycznych.

Doświadczenia pokazują, że stosowanie przez największe platformy algorytmów wykrywających nielegalne treści (niezależnie od tego, czy chodzi o naruszenia prawa autorskiego, czy innych praw) sprzyja nadmiernym blokadom – bywa, że z portali usuwane są np. memy zawierające parodię, materiały krytycznie odnoszące się do danej opcji politycznej czy też po prostu „treści niezgodne z zasadami społeczności”. Bardzo często bez uzasadnienia i bez ścieżki odwoławczej. Internet żyje szybko. Nawet jeśli uda nam się skutecznie odwołać od decyzji portalu, może okazać się, że nasza treść straciła na aktualności i nie jest już potrzebna.

 

Jak głosowali polscy europosłowie?

Polscy europosłowie byli podzieleni: europosłowie PiS, PSL, Kongresu Nowej Prawicy, SLD i Unii Pracy głosowali przeciwko dyrektywie, z kolei eurodeputowani PO, wbrew wcześniejszym deklaracjom partii, w większości poparli dyrektywę (przeciwko było czterech europosłów wybranych z tej listy). Zobacz pełną listę głosujących.

 

Co dalej?

9 kwietnia nad tekstem dyrektywy zagłosuje jeszcze Rada, ale kwestia zdaje się przesądzona. Dyrektywa nie będzie w Polsce bezpośrednio stosowana. Parlament będzie musiał przyjąć ustawę, która wdroży jej postanowienia do krajowego porządku prawnego. Ma na to 24 miesiące. Polski rząd zapowiada, że tam, gdzie dyrektywa pozostawia państwom swobodę, wybierze rozwiązania chroniące użytkowników przed zbyt daleko sięgającą władzą platform internetowych.

Będziemy monitorować pojawiające się propozycje i informować Was o naszych działaniach oraz o tym, jak możecie się w nie włączyć. Zachęcamy do zapisu na listę Ochotników Panoptykonu – dzięki temu nic Was nie ominie.

 

Karolina Iwańska

Fundacja Panoptykon

https://panoptykon.org/artykul13

 

 

miszmasz-menu-module

NA SKRÓTY